02.Sposób, w jaki ty to robisz

Przepraszam za tak długą nieobecność i milczenie, wstyd mi za siebie. Oczywiście ogromnie się cieszę z tego, że są osoby, które wciąż na rozdział czekają. Teraz te osoby zmartwię i ucieszę jednocześnie, mam nadzieję.
Kolejnego rozdziału nie ma, dopiero kreuje się w mojej głowie. Ale to nie tak, że przez cały ten czas nic nie robiłam i tak oto – przeżywając od czasu do czasu okres wzmożonej uczuciowości – stworzyłam coś takiego. Tylko ostrożnie! Nie jeść nic przed czytaniem, bo istnieje tęczowe zagrożenie! Sytuację tę umieściłabym najlepiej niedługo przed wydarzeniami z rozdziału 22, o którym Wy jeszcze pewnie nawet nie śnicie. Ja też, przyznaję!
Muszę się też pochwalić, że dostałam 4+ na Wspólnymi Siłami, co mnie bardzo cieszy, a uwagi Bohaterki Realnej natchnęły mnie do poprawienia i udoskonalenia poprzednich rozdziałów. Dziękuję!

– Boisz się wody. – Jego głos był cichy, a z szumem wiatru w tle brzmiał niezwykle kojąco.
Spoglądając na niego z góry, dziewczyna nieśmiało przypatrywała się czarnym, rozwianym kosmykom włosów i zmrużonym oczom. Silne ramiona nigdy wcześniej nie wydawały jej się tak ciepłe i kuszące. Nie mogła zaprzeczyć sama przed sobą, że podziwiała tego dziwnego mężczyznę, który, podobnie jak ona, bardzo powoli zaczynał odsłaniać swoją prawdziwą twarz. Kiedy tak siedział na wilgotnej trawie, wpatrując się przed siebie, kiedy księżyc oświetlał jego blade lico… Potrząsnęła lekko głową, żeby odgonić od siebie niewłaściwe myśli, a on podniósł na nią wzrok. Dopiero wtedy przypomniała sobie, że nie zdążyła jeszcze odpowiedzieć, choć w gruncie rzeczy Biały Kruk nie zadał żadnego pytania.
– Kiedy byłam mała, wpadłam do rzeki – mruknęła niepewnie, z niepewnością spoglądając na drżącą taflę wody. – Do tej pory pamiętam każdą sekundę, aż do utraty przytomności. To obezwładniające uczucie bezradności, ta miażdżąca siła…
Mężczyzna podniósł się ociężale, kiedy mówiła. Widział po jej oczach, że myślami wróciła do tamtej chwili, na moment zostawiając go samego pośród drzew.
– Ale wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że chcę żyć… Że zasługuję na to, żeby żyć. Nie byłam tylko głupim dzieckiem, jak myśleli ludzie. Rozumiałam to, co działo się wokół mnie i...
Popatrzyła na bruneta, który zbliżył się do niej. Wolnym, niedbałym ruchem ręki odpiął guziki czarnego płaszcza i zsunął go z ramion, pozwalając, by ten upadł bezwładnie na ziemię. Przez cały czas patrząc prosto w jej wyraziste oczy, ściągnął z siebie obcisłą koszulkę, mierzwiąc przy tym krucze włosy.
– Co robisz, Itachi? – zapytała, ze zdziwieniem obserwując, jak ściąga buty i rozpina spodnie.
Zdumiona przyglądała się jego półnagiemu, ładnie wyrzeźbionemu ciału. Miał bladą, gładką skórę i nagle poczuła ogromną ochotę dotknąć go albo nawet wtulić się w niego. Bez myśli, że będzie musiała go puścić.
– Zrobię to, czego nikt inny nie potrafił – szepnął, zbliżając się do niej jeszcze bardziej.
Czuła bijące od niego ciepło, a kiedy dotknął jej biodra, fala gorąca oblała i ją. Powoli i delikatnie, obserwując uważnie reakcję dziewczyny, podciągnął do góry jej bluzkę. Przez chwilę nie wiedziała, co się wokół niej dzieje. Nigdy wcześniej nie czuła takiego napięcia i mogła jedynie biernie poddać się działaniom Uchihy. Uniosła ręce do góry, pozwalając mu skrawek po skrawku odkrywać swoje ciało. Odruchowo ściągnęła z siebie buty, a kiedy mężczyzna zsunął z jej bioder leginsy, wstrzymała oddech i znieruchomiała. Itachi przykucnął, nosem niemal dotykając jej brzucha, a ona roztrzęsionymi, chłodnymi dłońmi musnęła jego skronie, a potem policzki, kiedy podniósł głowę do góry, żeby spojrzeć na jej oblaną rumieńcem twarz. Wiele razy on jej dotykał i równie wiele razy ona dotykała jego, ale nigdy nie robili tego w ten sposób.
Pozostawiając ją w czarnej bieliźnie, ujął delikatnie jej dłoń w swoją, dużą, i pociągnął ją w stronę mostu nad jeziorem. Niepewnie stawiała za nim kroki, ale kiedy stanęli na krawędzi, pokręciła głową. Zbliżył do niej twarz, nosem muskając jej skroń. Jego oddech na jej policzku wywołał u niej gęsią skórkę.
– Ufasz mi?
– Tak, ale… – Nim zdążyła powiedzieć cokolwiek więcej, przystawił do jej ust palec. Wargami odnalazł jej czoło, a później łuk brwiowy.
– Nie mów nic więcej. – Mówiąc to, przykucnął nad brzegiem i powoli zanurzył się w wodzie.
Była na tyle głęboka, że pokryła go całego, nim się wynurzył chwilę później. Wyglądał tak pięknie, kiedy ociekały po jego ciele krople wody, że dziewczyna mimowolnie westchnęła z zachwytu.
– Chodź do mnie.
Wyciągnął w jej stronę rękę, obserwując, jak waha się przez moment. W końcu usiadła na krawędzi mostu i powoli zanurzyła w wodzie stopy, a później łydki. Jej brwi zmarszczyły się na chwilę. Nadal kurczowo trzymała się stabilnego drewna.
– Zimna – jęknęła cicho, jedną dłoń opierając na ramieniu Uchihy.
Mężczyzna objął ją w pasie, na co naprężyła się lekko. On też był już zmarznięty.
– Zaraz będzie cieplej – odpowiedział szybko, obserwując, jak powoli osuwa się w jego ramiona.
Dostrzegł na jej rękach gęsią skórkę, a przez materiał biustonosza delikatnie drażniły go jej twarde od zimna sutki. Zwłaszcza kiedy przylgnęła do niego mocno, udami oplatając go w pasie, a ramiona zarzucając na szyję. Na swój sposób poczuła się niezwykle – strach przed głębokością zmieszał się z zimnem wody, podniecenie wywołane bliskością nagiego ciała bruneta z niepewnością i zawstydzeniem.
Mężczyzna jedną ręką obejmował ją mocno w pasie, dłoń wsparłszy tuż nad jej pośladkiem, a drugą odepchnął się od brzegu. Powoli odpływał coraz dalej, aż w końcu znaleźli się na samym środku jeziora. Dziewczyna cały czas miała oczy szczelnie zamknięte, a twarz wtuloną w jego ucho i włosy. Czuła rytmiczne ruchy jego nóg i ciepły oddech drażniący jej ramię. Kilkakrotnie ustami i nosem przesuwał po jej skórze. Muskał szyję, ramiona i wystające obojczyki. Do ucha szeptał jej, że przy nim nic jej nie grozi. A ona powoli zaczynała się rozluźniać, palcami badając skórę na jego karku i ramionach.
– I jak?
Uchyliła oczy, spoglądając na nieruchomą taflę wody wokół nich. Jasny, pełny księżyc odbijał się w niej, podziwiając własne piękno. Gwiazdy zdawały się kąpać razem z nimi, a wysokie, ciemne drzewa dodawały scenerii mroku i tajemniczości. Ten widok na moment zaparł jej dech w piersiach, choć kiedy zobaczyła, jak daleko są od brzegu, poczuła uścisk w żołądku.
– Pięknie tu… – mruknęła z zachwytem, nadal pozostając w bezruchu. – Ale tylko z tobą, Biały Kruku – dodała po chwili, nieśmiało dotykając ustami jego ucha.
Jedną ręką niepewnie puściła jego szyję i przesunęła nią po wodzie, burząc na chwilę jej spokój.
– Ja myślę – rzucił w odpowiedzi.
Była niemal pewna, że bardzo krótko uśmiechał się jednym kącikiem ust. Kciukiem gładził jej plecy, a drugą, wolną do tej pory dłoń, wsparł na jej wystającym biodrze.
– Ty niczego się nie boisz? – zapytała po chwili, kiedy zaczęła się czuć pewniej.
Odważyła się spojrzeć mu prosto w oczy, kiedy byli tak blisko, ale zaraz poczuła, że oblewa ją jeszcze większy rumieniec.
– Negai – zaczął z dziwnym pobłażaniem w głosie. Spojrzała na niego zdziwiona, ale też zaciekawiona. – Nie ma ludzi, którzy niczego się nie boją. Najważniejsze to walczyć ze strachem.
Itachi zazwyczaj mało mówił, ale kiedy zaczynał, bardzo często wprawiał dziewczynę w osłupienie. Jego słowa rozczuliły ją na swój sposób, więc zmrużyła oczy i z dziwną delikatnością, jakby bała się, że zrobi mu krzywdę, dotknęła jego twarzy.
– Jesteś… inny – westchnęła ledwo słyszalnie, jakby bała się, że mogą to usłyszeć także drzewa i księżyc.
W zamyśleniu przyglądała się jego rysom twarzy, prostemu nosowi, kształtnym, bladym ustom i długim rzęsom. Palcem przesunęła po zmarszczce pod jego okiem. A on cały ten czas obserwował, jak wiele emocji i czułości nadawała każdemu z tych gestów, stając się dla niego niemal zwierciadłem własnych uczuć, do ukazywania których nie nawykł.
– Inny niż wszyscy, których spotkałam do tej pory. – Uśmiechnęła się w przelocie, mówiąc to.
– Nie każdemu trafia się życie wśród morderców – stwierdził beznamiętnie, spoglądając na jej rozchylone usta.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
– Nie jesteś zwykłym mordercą – mruknęła, przechylając głowę w bok. – Nie wiem jeszcze co, ale kryje się za tym coś więcej. Może ty…
Jęknęła, kiedy powoli zaczął zanurzać się w wodzie. Naprężyła się, żeby jak najdłużej pozostać na powierzchni, ale w końcu wzięła głęboki oddech i pozwoliła pociągnąć się na dno, mocniej tylko zaciskając dłonie na ramionach mężczyzny. Woda była na tyle przejrzysta, że widziała jego twarz i zmrużone oczy, dostrzegła też chaotyczne ruchy kosmyków włosów. Po jego delikatnym uśmiechu domyśliła się, że musiała wyglądać niezwykle zabawnie, choć ze strachu cała się trzęsła.
– Jesteś okropny, Itachi! – wystękała, kiedy się wynurzyli, jedną ręką zaczesując do tyłu mokrą grzywkę.
– Przed chwilą mówiłaś co innego – stwierdził z półuśmiechem, mrużąc oczy.
– Przed chwi… – Uciszył ją delikatnym, krótkim pocałunkiem, ale nie doszło do niej od razu, co zrobił. Uparcie chciała dokończyć. – Przed… – Kiedy przerwał jej po raz drugi, śmielej pieszcząc jej usta swoimi, dała za wygraną.
Nigdy nie pomyślałaby, że bycie z kimś tak blisko może dać tyle przyjemności. Do tej pory stroniła od ludzi, nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby chcieć się sobą z kimś podzielić. A teraz, wplątawszy długie palce we włosy mężczyzny, nie chciała nawet w wyobraźni wybiegać do momentu, w którym będzie musiała wypuścić go z ramion. Jego usta były przyjemnie miękkie i delikatne, i kiedy nagle zniknęły z jej zasięgu, bezwiednie podążyła za nimi, lekko tylko muskając je swoimi. Biały Kruk pozwolił jej na moment zapomnieć o lęku, jaki wywoływała w niej głęboka woda, a nawet postawił obok jej przykrych wspomnień z dzieciństwa nowe – przyjemne, podniecające nawet.
– Lubię cię, Biały Kruku – mruknęła po dłuższej chwili, chowając twarz w zgłębieniu jego szyi. Nie ośmieliła się spojrzeć mu w oczy, mówiąc to.
– Wiem – szepnął po chwili i kiedy otworzył usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, dostrzegł między drzewami sylwetkę swojego towarzysza.
– Powinienem wam teraz ukraść ubrania i uciec? – krzyknął wesoło mężczyzna wyglądem przypominający rekina, zupełnie nie zwracając uwagi na ich bliskość. – Musimy ruszać, nie mamy zbyt wiele czasu…
Hoshigaki zaśmiał się chrapliwie, kiedy Negai spojrzała na niego zażenowana, a był tak rozbawiony, że niemal się zwijał. Dziewczyna poczuła, jak Itachi odpycha się ręką od wody. Ich badawcze spojrzenia zetknęły się na krótką chwilę, jakby chcieli upewnić się, że to, co się wydarzyło między nimi, nie było jedynie snem lub złudzeniem.
– Poczekam na was przy ognisku – rzucił Kisame, jeszcze na chwilę zostawiając ich samych, kiedy dopływali do brzegu.
Ubierali się w milczeniu, prawie na siebie nie patrząc. Było coś dziwnego w ich zakłopotaniu, coś niewinnego, co z założenia już do nich nie pasowało, choć ta niepewność zawiązała między nimi bardzo wyraźną nić porozumienia, o której żadne z nich nie czuło potrzeby rozmawiać. Wydawało się, że doskonale rozumieją się nawet teraz, bez słów.
Kiedy przez las podążali do miejsca, w którym zrobili dłuższy postój, dziewczyna chwyciła Białego Kruka za dłoń, jakby nagle sobie o czymś przypomniała. Zatrzymał się i odwrócił powoli w jej stronę.
– Dziękuję, Itachi. – Jej ciepły uśmiech, kiedy to mówiła, wyraźnie zapadł mężczyźnie w pamięć.
Nie rozumiał, jak to możliwe, że ta niewielka osóbka, mimo tego, jak wiele przeszła do tej pory, potrafiła nadal być tak dobra i kochająca. Nieśpiesznie, nie spuszczając z niej wzroku, podszedł do niej i zbliżył się do jej twarzy.
– To ja dziękuję.
Zamknęła oczy, kiedy jego usta dotknęły jej czoła, chcąc na zawsze zapamiętać to uczucie ciepła i bezpieczeństwa, jakie w tamtej chwili od niego dostała. A może dostawała je od samego początku, od ich pierwszego spotkania, kiedy jego silne ręce podtrzymały ją, by nie upadła.